Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 kwietnia 2015

Szczytowanie w szczycie sezonu

Zbliża się szczyt sezonu wiosennego a wraz z nim nadzieja wielu biegaczy na udany start w ich biegu głównym. Dla wielu będzie to debiut, ale dla większości okazja, by poprawić wynik, czyli osiągnąć tak zwaną życiówkę.

Zastanówmy się wspólnie, czy warto za wszelką cenę dążyć do poprawiania rekordów. Tak na poważnie.

Nasz świat jest tak urządzony, że najlepiej się "czuje" w harmonii. Jednak postęp wymusza wyścig (nie tylko szczurów).

Każdy, kto zastanawia się nad swoim życiem i przyszłością przyzna, że nic tak nie dezorganizuje dnia, jak niezałatwione sprawy, nasze troski i zmartwienia, choroba (brak dobrego zdrowia), zmagania z przeciwnościami losu i ciągły pośpiech. Gonitwa za wszystkim jest teraz wszechobecna. Żyjemy pod każdym względem szybciej. Ale czy to znaczy, że lepiej? Niekoniecznie.

Pośpiech jest źródłem stresu. Każdy stres powoduje w dłuższej perspektywie wiele chorób somatycznych. A biegamy - przynajmniej wielu z nas tak deklaruje - dla odreagowania, by pozbyć się skutków stresu.
Jednak w wielu przypadkach już samo podejście do biegania, a zwłaszcza do udziału w zawodach wywołuje sytuacje stresowe. Uważam, że warto się nad tym zastanowić i bardziej racjonalnie podejść do naszego dobrostanu, jakim jest zdrowie. Bo biegamy przecież dla własnego zdrowia, czyż nie?

Mam za sobą spore doświadczenie startowe. Udział w zawodach masowych pozwala na doskonałą obserwację i przegląd rozmaitych zachowań. Jesteśmy różni od siebie i ta różnorodność jest widoczna jak na dłoni w czasie startów w biegach długodystansowych. To prawdziwy teatr wielu aktorów, a raczej osobowości, bo przecież mało który z zawodników odgrywa swoją rolę niczym aktor na scenie. Zdecydowana większość z nas jest w czasie zawodów sobą - ze swoimi zaletami i słabościami. Wysiłek, ból, cierpienie, ale też i radość, zadowolenie i empatia wyzwala w nas różne emocje. Są biegacze, którzy całą trasę od startu do mety przebiegną w całkowitej izolacji od świata zewnętrznego. Zapatrzeni w jeden cel, który nazywa się "zwycięstwo". Wygrać, być pierwszym na mecie!

Nie oceniam negatywnie takiego zachowania, czy raczej podejścia do startu.
Ambicja, zdolności, trud i wysiłek włożony w systematyczny trening są nagradzane na mecie właśnie. Takich mamy jednak niewielu. To są liderzy i oni podczas większości zawodów stanowią elitę, a dla wielu wzór do naśladowania. 

Są też tacy, którzy od startu do mety biegną lub czasem też idą w grupkach stanowiących oryginalne, rozbawione i roześmiane towarzystwo. Wydaje się, że żyją bezproblemowo a do startu w zawodach mają luzackie podejście. Biegną na wesoło, dla swojej przyjemności i miłego spędzenia czasu. Żyją bezstresowo, a raczej potrafią radzić sobie ze stresem. Traktują bieganie nie tyle z przymrużeniem oka, co w sposób bardzo racjonalny. Bo bieganie, to ruch. A ruch to naturalna potrzeba człowieka. Jak oddychanie, czy jedzenie.

Uważam, że takie podejście jest zdrowe, bo przecież o zdrowie głównie tutaj chodzi. A przy okazji taki nastrój udziela się innym, zwłaszcza kibicom. 
To doskonały przykład, jak powiązać przyjemne z pożytecznym. 
W tym miejscu zwrócę uwagę na istotny fakt: takie podejście i zachowanie nie może być powodem czyjegoś zgorszenia. Czyli wszystko zgodnie z zasadami dobrego zachowania. Nie przeszkadzać innym.

Zdecydowana większość startujących to tak zwani amatorzy z prawdziwie zawodowym zacięciem, podchodzący do treningów w sposób fachowy i zorganizowany. Dbający o harmonijny rozwój ducha i ciała. Nie widać u nich pośpiechu w ruchach ani ekscytacji i pełnego skupienia myśli na twarzy. Myśli o zwycięstwie. Dla tych ważny jest sam udział w zawodach. A przy okazji dobrze byłoby pokusić się o dobry wynik. Może nawet o swoją życiówkę.
Nie za wszelką cenę. To właśnie tacy uśmiechną się do rywala, zamienią z nim kilka słów, służą często dobrą radą. Z takimi warto się zaprzyjaźnić.
Podziwiam ten piękny, lekki krok. Wydaje się, że nie jest aż tak szybki i dynamiczny, ale przy próbie dotrzymania kroku okazuje się, jaki jest skuteczny w pokonywaniu dystansu. Miękko i z gracją - zdaje się, że bez większego wysiłku. Ale to tylko pozory. By móc zaprezentować taki krok na zawodach wcześniej wykonana była mądra, dobrze zorganizowana i systematyczna praca.
To nie na zawodach tworzy się swoją formę, szybkość, moc i wytrzymałość.
Te wszystkie cechy buduje się na codziennych treningach. 

Harmonijny rozwój to nie tylko dbałość o siebie, to także - a może przede wszystkim troska o swoich najbliższych. Bo w swoim bieganiu nie możemy się zapamiętywać, myśleć tylko o sobie. Jesteśmy wszak istotami społecznymi. 
Byłoby wręcz idealnie przekonać pozostałych członków naszej rodziny do wspólnego uprawiania sportu, do codziennego ruchu i przebywania na łonie natury.

Zostawmy więc wyścigi szczurom. Nam wystarczy od czasu do czasu wziąć udział we współzawodnictwie, które dla każdego z nas będzie dobrym sprawdzianem i potwierdzeniem właściwego podejścia do życia. Bo rywalizacja służy też naszemu rozwojowi.






sobota, 4 kwietnia 2015

Jaki marzec? Niby wiosenny, ale nie do końca.

Pogoda w marcu raczej nie rozpieszczała. Wprawdzie sprzętowo jestem przygotowany na każde warunki, ale pod względem mentalnym bywa różnie. A do tego doszły niespodzianki z moim nowym barometrem, czyli osobistą prawą nogą. Od pewnego czasu odczuwam ból na kilka godzin przed załamaniem pogody. Mogę zatem z jednodniowym wyprzedzeniem zapowiadać pogodę. Sprawdzalność moich prognoz nie jest gorsza od tych medialnych. Pod koniec marca, a w zasadzie jego ostatni tydzień spędziłem na wiosennych pracach w ogrodzie i wizytach u lekarzy. Coś zaczęło się dziać z moim gwoździem tytanowym umieszczonym w kanale szpikowym kości udowej. W naszych warunkach na wizytę u ortopedy muszę poczekać do maja. Do tego czasu zdążę zrobić niezbędne badania.

Tak więc z bieganiem mam na razie "spokój". Został tylko rower, bo nawet z kijami nie mogę się ruszyć. Ból jest silniejszy ode mnie. A na blokadę nie dam się namówić. Na leki przeciwbólowe również. Chcę poznać jego przyczynę i ją usunąć.

Pomimo tych zawirowań ze zdrowiem miałem w marcu 15 dni aktywnych. Na rowerze spędziłem ponad 6 godzin przejeżdżając niecałe 90 km. Z kijkami przemierzyłem ponad 50 km leśnymi drogami w ciągu 10 godzin.

Każdy trening zaczynam rozgrzewką kończąc go niezbędnym rozciąganiem mięśni. Bo to podstawowa zasada dobrego treningu i elementarz sportowca. Do tego dochodzi zbilansowana i urozmaicona dieta bogata w węglowodany, witaminy i sole mineralne oraz  odpowiednie nawadnianie organizmu w ciągu całego dnia. Posiłki są w mniejszych porcjach, ich częstotliwość natomiast to 2,5 - 3 godziny. Nie należy też zapominać o białku (jaja, nabiał, ryby, drób).
W mojej diecie nie ma alkoholu (pod żadną postacią) i napojów gazowanych. Od trzydziestu miesięcy nie palę papierosów i nie mam problemów z zadyszką.
Lubię za to słodycze i często sięgam po nie. Wiem, że to błąd. Ale tutaj  usprawiedliwiam się dużą dawką endorfin, jakie otrzymuję po spożyciu mojej ulubionej gorzkiej czekolady. Nie ukrywam, że od opuszczenia szpitalnego oddziału rehabilitacji przybyło mi małe co nieco. Przyznaję jednak, że od kiedy systematycznie trenuję waga ustabilizowała się i strzałka na wadze nie idzie już w prawo. Kiedy zwiększę objętość i przede wszystkim intensywność treningów na pewno tendencja będzie prawidłowa. Teraz mam plan - chcę zrzucić 8 kilo. Zakładam że do końca roku zrealizuję go. Wytrwałości i zapału nie powinno mi zabraknąć.

Szukałem w wielu miejscach i nie natrafiłem na informacje, jak należy zacząć trening biegowy po złamaniu przezkrętarzowym. Lekarze są bardzo sceptyczni, a może nie chcą brać na siebie odpowiedzialności i odradzają mi uprawianie sportów biegowych. Zalecają jedynie gimnastykę i spacery. O rowerze mówią lakonicznie: tylko w ramach rehabilitacji mięśni i stawów. O wyczynie nie ma mowy. No cóż, oni mają wiedzę i doświadczenie medyczne. Ja znam swój organizm i staram się weń wnikliwie wsłuchiwać. Na razie spotkałem się ze zdecydowanym oporem z jego strony (organizmu). Nie daję za wygraną i wierzę, że z pomocą opatrzności bożej i medycyny wrócę do ulubionego biegania. 

Na razie w kalendarzu wiosna a za oknem sypie gęstą krupą - to grad niczym biała kasza gryczana.  A u sąsiada po trawniku spaceruje dumnie bocian od czasu do czasu wbijając długi, czerwony dziób w trawę. Pospieszył się nieco.